Do zdarzenia doszło w niedzielę, 22 stycznia 2026 roku, w jednym ze sklepów wielkopowierzchniowych na terenie Skierniewic. Mechanizm działania zatrzymanej był starannie przemyślany. Kobieta weszła do marketu z własną, napoczętą butelką alkoholu i postępując zgodnie z regulaminem poprosiła pracownika ochrony o jej naklejkę/oznaczenie. Chciała w ten sposób udokumentować, że towar wniesiony na salę sprzedaży należy do niej.
Po dopełnieniu formalności 34-latka udała się między regały. Cały czas była jednak obserwowana przez czujnego pracownika ochrony. W pewnym momencie kobieta dokonała "roszady": na półce pozostawiła swoją otwartą butelkę, a w jej miejsce wzięła nowy, oryginalnie zamknięty alkohol z banderolą. Z tak "zalegalizowanym" towarem pewnie ruszyła w stronę wyjścia, licząc na to, że naklejka z biura ochrony uchroni ją przed kontrolą przy kasach. Tak się jednak nie stało.
Początkowo zgłoszenie, które trafiło na numer alarmowy 112, dotyczyło kradzieży sklepowej. Jednak policjanci ze Skierniewic po przeanalizowaniu nagrań z monitoringu i przesłuchaniu świadków zmienili kwalifikację czynu. Kradzież to zabór mienia, który przy niskiej wartości towaru często jest traktowany jako wykroczenie. Oszustwo (Art. 286 Kodeksu Karnego) polega na doprowadzeniu do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie w błąd. W tym przypadku celowe wykorzystanie procedury oznaczania towaru, by "podstawić" nową butelkę pod oznaczenie starej, wyczerpało znamiona właśnie tego przestępstwa.
Zatrzymana kobieta w chwili zdarzenia była pod wpływem alkoholu. Noc spędziła w policyjnym areszcie, a po wytrzeźwieniu usłyszała zarzut oszustwa, do którego się przyznała. Konsekwencje prawne są w tym przypadku znacznie poważniejsze niż przy zwykłej kradzieży. Za oszustwo polskie prawo przewiduje karę od 6 miesięcy do nawet 8 lat pozbawienia wolności. O ostatecznym wymiarze kary zdecyduje teraz sąd w Skierniewicach.







Napisz komentarz
Komentarze