Rozpracowywanie grupy trwało trzy lata, a finał akcji nastąpił na początku lutego, kiedy to mundurowi uderzyli jednocześnie w 11 miejscach. W ręce policji wpadło siedem osób, w tym 45-letni lider szajki. Proceder był wyjątkowo bezczelny: przestępcy prowadzili oficjalną działalność doradczą, oferując pomoc w oddłużaniu i pozyskiwaniu dotacji. W rzeczywistości fabrykowali dokumentację, dostarczając klientom fałszywe zaświadczenia o zatrudnieniu i zarobkach, co pozwalało na wyłudzanie wysokich kredytów. Za każdy „załatwiony” przelew grupa pobierała sowitą prowizję w gotówce.
Podczas przeszukań w biurach i mieszkaniach, m.in. w Warszawie, policjanci zabezpieczyli gotówkę w różnych walutach, sprzęt elektroniczny, pistolety pneumatyczne oraz pałki. Szokujące znalezisko czekało na śledczych w sejfie jednej z kancelarii - zamiast ważnych akt, ukryte były tam narkotyki. 45-letni herszt bandy usłyszał już zarzut kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, za co grozi mu do 15 lat więzienia. Pozostali członkowie grupy mogą spędzić za kratami do 8 lat. Śledczy zaznaczają, że sprawa jest rozwojowa i nie wykluczają kolejnych zatrzymań osób zamieszanych w ten wielomilionowy przekręt.







Napisz komentarz
Komentarze