Jak informuje łódzka policja, do zdarzenia doszło 5 stycznia 2026 roku w mieszkaniu przy ulicy Kusocińskiego. Na miejsce natychmiast skierowano patrole Oddziału Prewencji Policji w Łodzi oraz III Komisariatu Policji Komendy Miejskiej Policji w Łodzi. Funkcjonariusze po przyjeździe zastali na klatce schodowej mężczyznę z widocznymi oparzeniami rąk i twarzy, a z mieszkania wydobywały się płomienie i gęsty dym.
Mimo odniesionych obrażeń mężczyzna zdołał poinformować policjantów, że na balkonie uwięziona jest kobieta z małym synkiem. Jak ustalili funkcjonariusze, mężczyzna wcześniej wyniósł z płonącego mieszkania swoją córeczkę i przekazał ją pod opiekę sąsiadów, sam jednak doznał poparzeń.
Policjanci niezwłocznie zabezpieczyli miejsce zdarzenia i przy użyciu gaśnicy z radiowozu podjęli próbę ograniczenia rozprzestrzeniania się ognia, zyskując cenny czas do przyjazdu strażaków. Na balkonie w tym czasie na pomoc czekała kobieta z dzieckiem.
- Funkcjonariusze jako pierwsi znaleźli się na miejscu pożaru, udzielili pomocy poszkodowanym i wspólnie ze strażakami uczestniczyli w ewakuacji matki z dzieckiem – przekazuje nadkom. Aneta Sobieraj.
Jak informuje policja, po przybyciu straży pożarnej kobieta i jej syn zostali ewakuowani przez balkon. Wystraszonym dzieckiem do czasu przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego opiekowali się policjanci, zapewniając rodzinie schronienie w radiowozie. Pomocy poszkodowanemu mężczyźnie udzielali strażacy. Po przebadaniu przez ratowników cała rodzina została przewieziona do łódzkich szpitali.
Wstępne ustalenia wskazują, że prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej. Policja przypomina, że szybka reakcja świadków i służb ma kluczowe znaczenie w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia.
WIDEO:







Napisz komentarz
Komentarze