Do zuchwałej kradzieży doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek przy ul. Krzywoustego we Wrocławiu. Choć garaż, w którym stało auto, był zabezpieczony skoblem, sprawcy udało się sforsować przeszkodę. Wewnątrz czekała na niego "okazja", której nie potrafił się oprzeć. Jak ustalili policjanci, właściciele pojazdu popełnili błąd, który okazał się kosztowny - kluczyki do Jaguara zostały pozostawione w garażu. 31-letni mężczyzna po prostu wsiadł do auta, odpalił silnik i wyjechał na ulice Wrocławia.
Co istotne, sprawca nie tylko nie był właścicielem luksusowego karawanu, ale posiadał również czynny zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Nie przeszkodziło mu to jednak w przemieszczaniu się skradzionym wartym pół miliona złotych autem w okolice rzeki Widawy. Funkcjonariusze z Zespołu Patrolowo-Interwencyjnego z Komisariatu Wrocław-Osiedle błyskawicznie podjęli działania. W poniedziałek, 9 marca, namierzyli auto w rejonie Widawy. Za kierownicą siedział kompletnie zaskoczony 31-latek.
Mężczyzna nie potrafił racjonalnie wyjaśnić policjantom, dlaczego postanowił ukraść akurat auto pogrzebowe. Podczas przeszukania okazało się, że "kolekcja" łupów mogła być większa - policjanci znaleźli przy nim kluczyki do trzech innych pojazdów należących do tej samej firmy. 31-latek usłyszał już zarzuty. Odpowie nie tylko za kradzież pojazdu, ale także za złamanie sądowego zakazu prowadzenia aut. Grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.







Napisz komentarz
Komentarze