Do serii włamań doszło pod koniec lutego w dwóch sąsiadujących ze sobą obiektach na terenie Warszawy. Sprawcy upatrzyli sobie budynki, które wydawały się opuszczone, jednak ich działalność szybko uderzyła w finanse firmy będącej właścicielem obiektów. Złodziejski duet nie był wybredny. Z wnętrz budynków znikało niemal wszystko, co przedstawiało jakąkolwiek wartość: elementy instalacji i wyposażenia wnętrz, przedmioty metalowe (które natychmiast trafiały na złom), a nawet... obrazy.
Policjanci operacyjni skrupulatnie analizowali każdy ślad. Przełom nastąpił, gdy udało się wytypować samochód, którym poruszali się sprawcy. Niedługo potem przy ul. Puławskiej w ręce mundurowych wpadł 25-latek. Mężczyzna nie krył zaskoczenia, a swoją obecność w budynkach tłumaczył przekonaniem, że wchodzi do zwykłego pustostanu.
Dalsze śledztwo wykazało, że młodszy z mężczyzn nie działał sam. Jego wspólnikiem okazał się 51-letni teść. Funkcjonariusze zatrzymali starszego z rodu, a podczas przeszukania jednego z mieszkań odnaleźli część skradzionych przedmiotów, w tym wspomniane wcześniej obrazy. Obaj mężczyźni przyznali się do winy. Z policyjnych ustaleń wynika, że działali wspólnie i w porozumieniu, dzieląc się zadaniami podczas "skoków".
Rodzinna współpraca znajdzie teraz swój finał w sądzie. Zgromadzony przez policjantów materiał dowodowy pozwolił prokuraturze na przedstawienie obu mężczyznom zarzutów kradzieży z włamaniem. Za to przestępstwo kodeks karny przewiduje karę do 10 lat pozbawienia wolności. Postępowanie w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa Warszawa Mokotów. Skradzione mienie, którego nie zdążono sprzedać, wkrótce wróci do prawowitego właściciela.








Napisz komentarz
Komentarze