Podczas nocnego patrolu na ulicy Woronicza, policjanci z wydziału wywiadowczo-patrolowego zauważyli auto z niesprawnymi światłami. Funkcjonariusze postanowili zatrzymać pojazd do kontroli, by pouczyć kierowcę o usterce. Gdy tylko podeszli do okna, zauważyli, że 29-latek trzęsie się ze zdenerwowania. Szybko wyszło na jaw, że powodem stresu nie była przepalona żarówka. Za fotelem pasażera policjanci dostrzegli plecak. W środku znajdował się prawdziwy skarb: ponad 60 woreczków strunowych wypełnionych różnymi narkotykami.
Mundurowi zabezpieczyli łącznie 210 gramów substancji, wśród których znalazły się: marihuana i kokaina, amfetamina oraz MDMA, a także 4-CMC i ketamina. Oprócz narkotyków, w aucie znaleziono ponad 9 000 złotych w gotówce, co sugeruje, że mężczyzna zajmował się handlem. Policjanci nie poprzestali na przeszukaniu samochodu. Udali się do mieszkania zatrzymanego na Białołęce, gdzie znaleźli kolejne 70 gramów marihuany. Dzięki czujności patrolu, setki porcji niebezpiecznych środków nie trafią na warszawskie ulice.
29-latek został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów. Usłyszał zarzuty posiadania znacznej ilości narkotyków oraz przygotowania do wprowadzenia ich do obrotu. Sąd nie miał litości i wysłał mężczyznę do tymczasowego aresztu na 3 miesiące. Za kratkami może spędzić nawet 10 lat.







Napisz komentarz
Komentarze