Wszystko zaczęło się 28 stycznia na ulicy Wenecja w Wadowicach. Dzielnicowi, którzy doskonale znają „swoich” kierowców, zauważyli znajomego Jeepa Grand Cherokee. Z ich informacji wynikało, że siedzący za kierownicą mężczyzna ma sądowy zakaz prowadzenia pojazdów. Gdy spróbowali zatrzymać auto do kontroli, 30-latek zamiast na hamulec, nacisnął gaz do dechy. Rozpoczął się dynamiczny pościg, który wiódł przez kręte drogi powiatu wadowickiego. Uciekinier pędził w stronę Kalwarii Zebrzydowskiej, przelatując przez Łękawicę, Stryszów, Dąbrówkę i Zakrzów, by po ogromnej pętli ponownie wrócić do Stryszowa.
W tym czasie do akcji włączyli się funkcjonariusze z Kalwarii Zebrzydowskiej. Widząc nadjeżdżający z ogromną prędkością samochód, mundurowi ustawili radiowóz na jezdni w okolicy stacji PKP, tworząc blokadę. Sytuacja była tak dynamiczna, że policjanci nie zdążyli nawet opuścić pojazdu, gdy ciężki Jeep uderzył prosto w nich. Uderzenie w pierwszy radiowóz nie ostudziło zapału desperata. 30-latek wrzucił wsteczny bieg i z impetem ruszył do tyłu, próbując wywalczyć sobie drogę ucieczki. Tam jednak drogę zablokował mu drugi radiowóz, który jechał bezpośrednio za nim w pościgu. Dopiero w tym „sandwichu” Jeep został unieruchomiony, a policjanci mogli obezwładnić i wyciągnąć kierowcę z kabiny.
Szybko wyszło na jaw, dlaczego mężczyzna tak panicznie bał się spotkania ze stróżami prawa. Badanie alkomatem wykazało u niego ponad promil alkoholu w organizmie. To jednak nie koniec, wstępne badanie śliny dało wynik pozytywny na obecność narkotyków. Od mężczyzny pobrano krew do szczegółowych badań laboratoryjnych. Potwierdziły się również przypuszczenia dzielnicowych: 30-latek posiadał aktywny, sądowy zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych.
Wczoraj zatrzymany mężczyzna usłyszał zarzuty kierowania w stanie nietrzeźwości oraz niezatrzymania się do kontroli drogowej. Jeśli badania krwi potwierdzą obecność środków odurzających, lista zarzutów zostanie rozszerzona. Oprócz tego 30-latek odpowie za spowodowanie kolizji z radiowozami. Za samą ucieczkę i jazdę po pijanemu grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności. Towarzyszący mu pasażer został przesłuchany w charakterze świadka i zwolniony do domu.







Napisz komentarz
Komentarze