Wszystko zaczęło się od serii uciążliwych telefonów na numer 112. Operator wielokrotnie tłumaczył 25-latkowi, że linia alarmowa służy do ratowania życia, a nie do wzywania taryfy. Mężczyzna był jednak nieugięty i po czwartym połączeniu stało się jasne, że jedynym sposobem na zakończenie tej „zamówieniowej” sagi jest wysłanie mundurowych pod wskazany adres. Dyżurny z Żywca skierował tam patrol, by raz na zawsze wyjaśnić zgłaszającemu przeznaczenie numerów ratunkowych.
Gdy policjanci dotarli na miejsce i wylegitymowali uciążliwego rozmówcę, szybko zrozumieli, dlaczego 25-latek tak bardzo potrzebował transportu. Systemy policyjne rozświetliły się na czerwono – mężczyzna był poszukiwany listem gończym i powinien od dawna przebywać w zakładzie karnym. Funkcjonariusze z radością zaoferowali mu „darmowy kurs”, ale na tym niespodzianki się nie skończyły.
W trakcie, gdy policjanci wypisywali dokumenty i zakuwali 25-latka w kajdanki, do pokoju zajrzał jego 27-letni współlokator. Mężczyzna, wiedziony ciekawością, wszedł prosto przed oblicze mundurowych, trzymając w ręku... przezroczystą foliową torebkę z podejrzanym proszkiem. Wstępne badanie narkotesterem potwierdziło najgorsze obawy gospodarza – w środku znajdowały się środki odurzające.
Bilans tej nietypowej interwencji jest dla lokatorów tragiczny. Uparty 25-latek w końcu doczekał się podwózki – tyle że radiowozem prosto do aresztu, gdzie odsiedzi zasądzony wyrok. Jego 27-letni kolega za posiadanie narkotyków wkrótce stanie przed sądem. Żywieccy policjanci przypominają: numer 112 to nie biuro obsługi klienta, a nadmierna pewność siebie połączona z brakiem rozsądku to najkrótsza droga do więziennej pryczy.







Napisz komentarz
Komentarze