Do zatrzymania doszło w poniedziałek, 23 lutego. Miliccy policjanci, po nitce do kłębka, ustalili miejsce pobytu mężczyzny podejrzanego o serię kradzieży. Funkcjonariusze pojechali do Wrocławia, gdzie w jednym z mieszkań zaskoczyli 48-letniego mieszkańca Wołowa. Mężczyzna był kompletnie zaskoczony wizytą mundurowych. Śledztwo wykazało, że 48-latek, będąc zatrudnionym jako pracownik ochrony, doskonale wiedział, jak działają systemy zabezpieczeń. Wykorzystał tę wiedzę w połowie stycznia, kiedy to z marketu w Sułowie wyniósł kilkanaście paczek papierosów o wartości ponad 930 złotych.
Złodziejski apetyt ochroniarza rósł jednak w miarę jedzenia. Jak ustalili policjanci, ten sam sprawca przy użyciu służbowego klucza włamał się do pomieszczenia socjalnego w innym markecie tej samej sieci - tym razem na terenie gminy Syców. Stamtąd również zniknął tytoń, tym razem o wartości blisko 700 złotych. Łączne straty, jakie poniósł właściciel sieci sklepów, przekroczyły 1600 złotych. Choć kwota może wydawać się mniejsza niż w przypadku wielkich skoków, kwalifikacja czynu jest bezlitosna. Ponieważ w jednym przypadku doszło do użycia oryginalnego klucza w celu dokonania kradzieży, mężczyzna usłyszał zarzut kradzieży z włamaniem.
48-latek, który zamiast budować zaufanie, stał się zagrożeniem dla ochranianych obiektów, może teraz spędzić za kratami nawet 10 lat. Po przesłuchaniu został zwolniony, jednak prokuratorskie śledztwo jest w toku.







Napisz komentarz
Komentarze