Do mrożących krew w żyłach scen doszło w piątkowy poranek. Funkcjonariusze słupskiej drogówki próbowali zatrzymać do kontroli Volkswagena. Kierowca, zamiast zjechać na pobocze, gwałtownie przyspieszył. Ignorując sygnały świetlne i dźwiękowe, rozpoczął desperacką ucieczkę drogami leśnymi i gruntowymi, próbując zgubić policyjny pościg.
Finał szaleńczej jazdy nastąpił po kilku minutach. Rozpędzony Volkswagen wypadł z drogi, uderzył w skarpę i z impetem wbił się w ogrodzenie jednej z posesji. Gdy policjanci dotarli do rozbitego pojazdu, przecierali oczy ze zdumienia. Za kierownicą nie było nikogo, natomiast na siedzeniach pasażerów znajdowała się żona uciekiniera oraz ich 5-letnia córka. Dziecko było przewożone bez fotelika, narażone na ogromne niebezpieczeństwo podczas kolizji. Ojciec, dbając jedynie o własną skórę, wyskoczył z auta i zniknął w zaroślach, nie sprawdzając nawet, czy jego dziecku nic się nie stało.
Podczas gdy mundurowi udzielali pomocy kobiecie i dziecku, do akcji wkroczyli kryminalni z Komisariatu Policji II w Słupsku. Rozpoczęła się intensywna praca operacyjna. Dzięki zebranym informacjom, po kilku godzinach śledczy namierzyli 26-latka. Mężczyzna ukrywał się w jednym z domów na terenie gminy Redzikowo. Został zatrzymany i doprowadzony na komisariat.
Lista przewinień 26-latka jest długa. Usłyszał już zarzuty niezatrzymania się do kontroli oraz narażenia żony i córki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Prokurator zastosował wobec niego dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju. To jednak nie koniec kłopotów "troskliwego" ojca. Za brak prawa jazdy, spowodowanie kolizji oraz przewożenie dziecka bez fotelika, policjanci ukarali go mandatami na łączną kwotę 5300 złotych.










Napisz komentarz
Komentarze