Zazwyczaj zatrzymanie osoby ukrywającej się przed wymiarem sprawiedliwości wymaga od policjantów żmudnej pracy operacyjnej, wielogodzinnych obserwacji i dynamicznych akcji. Tym razem jednak „klient” sam zgłosił się po odbiór zasłużonej kary. W Poniedziałek Wielkanocny, 6 kwietnia, 40-latek postanowił symbolicznie zakończyć swój dotychczasowy etap życia w ukryciu. Zaskoczeni mundurowi natychmiast przystąpili do weryfikacji słów mężczyzny. Systemy policyjne błyskawicznie potwierdziły, że 40-latek nie żartował. Za mężczyzną wystawione były aż trzy listy gończe. Lista jego przewinień sprzed lat była długa i poważna, ma na koncie rozbój, znęcanie się nad bliskimi, kierowanie gróźb karalnych i jazdę pod wpływem alkoholu.
Dlaczego mężczyzna zdecydował się na tak desperacki krok właśnie w święta? Jak sam przyznał w rozmowie z dzielnicowymi, życie „w cieniu” stało się dla niego nie do zniesienia. Ciągły stres, brak możliwości podjęcia legalnej pracy i strach przed każdym mijanym na ulicy radiowozem sprawiły, że wizja więziennej celi wydała mu się... wybawieniem. 40-latek oświadczył, że chce w końcu ponieść odpowiedzialność za swoje czyny, by w przyszłości móc zacząć wszystko od nowa, bez oglądania się za siebie.
Mężczyzna został natychmiast zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Z Kamiennej Góry zostanie przewieziony prosto do zakładu karnego, gdzie spędzi najbliższe 2 lata i 8 miesięcy. - To rzadka sytuacja, ale pokazuje, że ukrywanie się przed prawem na dłuższą metę jest wycieńczające. Każda osoba poszukiwana prędzej czy później stanie przed koniecznością odpowiedzi za swoje błędy - skomentowali funkcjonariusze.







Napisz komentarz
Komentarze