Wszystko zaczęło się od zgłoszenia przypadkowego mężczyzny. Poinformował on strażników miejskich, że w starym magazynie na Mokotowie firma prowadząca prace konserwacyjne zostawiła uszkodzone czujniki dymu. Nie były to jednak zwykłe odpady – urządzenia zawierały promieniotwórcze płytki.
Funkcjonariusze z Oddziału Specjalistycznego Straży Miejskiej natychmiast ruszyli na miejsce, by sprawdzić te doniesienia. W tym samym czasie o zagrożeniu dowiedziała się policja i straż pożarna. Gdy służby weszły do pierwszej z hal, szybko natrafiono na podejrzane opakowania. Potwierdzenie przyszło błyskawicznie, użyte na miejscu liczniki Geigera jednoznacznie wykazały obecność promieniowania. Sytuacja stała się poważna.
Zgodnie z procedurami, do akcji wkroczyli strażacy z jednostki specjalistycznej, wyposażeni w szczelne kombinezony ochronne. Strażnicy miejscy i policjanci odcięli dostęp do terenu, dbając o to, by nikt postronny nie zbliżył się do źródła skażenia. Dzięki sprawnej współpracy wszystkich służb, radioaktywne przedmioty zostały bezpiecznie zabezpieczone i usunięte z obiektu.
Pozostawienie radioaktywnych materiałów bez żadnego nadzoru i zabezpieczenia jest skrajnie nieodpowiedzialne i niezgodne z prawem. Sprawą zajmuje się teraz policja, która ustala, jaka firma prowadziła prace w magazynach i dlaczego naraziła postronne osoby na niebezpieczeństwo.







Napisz komentarz
Komentarze