Nieużywany, otwarty samochód blokujący miejsce parkingowe okazał się mobilnym magazynem substancji zabronionych. Stołeczni strażnicy miejscy, przygotowując porzucone auto do odholowania, znaleźli w pozostawionej na fotelu torbie sportowej duży zapas marihuany. Zabezpieczony towar zawierał kilkaset porcji dilerskich zielono-brunatnego suszu roślinnego. Sprawę nielegalnej skrytki przejęli policjanci, którzy próbują teraz ustalić właściciela pojazdu oraz pochodzenie odnalezionych narkotyków.
Szkolny patrol warszawskiej straży miejskiej zatrzymał w Rembertowie dwóch nastolatków, którzy ukrywali się w zaroślach na terenie rekreacyjnym. Okazało się, że 13-latek uciekł z lekcji, a jego 17-letni kolega posiadał przy sobie szklaną lufkę oraz ponad pięć gramów marihuany.
Strażnicy miejscy z Warszawy zostali wezwani do szpitala przy ulicy Cegłowskiej, skąd mieli przetransportować nietrzeźwą kobietę do izby wytrzeźwień. Zanim doszło do przekazania pacjentki, 26-latka niespodziewanie zaatakowała pielęgniarkę, uderzając ją pięścią w twarz, przez co zamiast do ośrodka dla nietrzeźwych trafiła prosto do policyjnego aresztu.
To była walka o życie człowieka, który kompletnie stracił kontakt z rzeczywistością. Strażnicy miejscy z warszawskich Włoch uratowali młodego mężczyznę, który prawdopodobnie po zażyciu środków odurzających wpadł w szał autoagresji. Aby go obezwładnić i pomóc, potrzebne były aż trzy patrole.
Półnagi mężczyzna tarzający się w piachu i rzucający z impetem na ogrodzenie budowy - taki widok zastali strażnicy miejscy na ulicy Światowida. Dzięki szybkiej reakcji funkcjonariuszy, agresywny wobec samego siebie 30-latek trafił pod opiekę lekarzy, zanim doszło do tragedii.
Przechodnie mogli pomyśleć, że to tylko kolejna osoba, która przesadziła z alkoholem i zasnęła na chodniku. Prawda była jednak znacznie mniejsza, mężczyzna tracił przytomność po przedawkowaniu metadonu. Gdyby nie natychmiastowa reakcja strażników miejskich, 38-latek mógłby już nie żyć.
Pasażer autobusu miejskiego w Warszawie wydawał się po prostu spać po imprezie. Gdy strażnicy miejscy próbowali go obudzić, prawda okazała się przerażająca. Nastolatek nie był pod wpływem alkoholu, w jego organizmie krążyła zabójcza mieszanka narkotyków, w tym niezwykle groźny fentanyl.
Myślał, że nikt nie rozszyfruje jego bazgrołów. 22-letni wandal zamienił filary wiaduktu na Pradze-Południe w reklamę narkotykowego biznesu. W 18 miejscach zamaszyście wymalował kontakt do handlarzy zakazanymi substancjami. Nie przewidział tylko jednego - czujności strażników miejskich.
Miał być wielki sport i zdrowy tryb życia, a skończyło się na 1,6 promila, kajdankach i zniszczonej kamerze w radiowozie. 16-latek z Pragi-Południe urządził taką awanturę, że do opanowania go potrzebni byli strażnicy, policjanci i ratownicy medyczni.
Opuszczone hale przy ulicy Czerniakowskiej w Warszawie skrywały niebezpieczną tajemnicę. Zamiast gruzu i kurzu, służby odnalazły tam przedmioty emitujące promieniowanie. Na miejscu pracowali strażnicy miejscy, policja oraz strażacy w specjalistycznych kombinezonach.