Wszystko wydarzyło się w piątek, 8 maja, chwilę po godzinie 10:00 rano. Funkcjonariusze z VII Oddziału Terenowego patrolowali okolice ulicy Nowińskiej, gdy nagle usłyszeli niepokojące dźwięki dochodzące z zarośli. Zaczęło się od głośnego szeleszczenia, po którym nastąpił przerażający, gardłowy krzyk. Gdy strażnicy podeszli bliżej, zobaczyli dramatyczny widok. Na ziemi wił się młody mężczyzna, który z ogromną siłą uderzał głową o twarde podłoże.
- Spojrzałem w jego oczy - był zupełnie nieobecny. Wydawał z siebie nieludzkie dźwięki i jakby specjalnie uderzał tyłem głowy o ziemię - relacjonuje starszy inspektor Sławomir Szczepański, uczestnik interwencji.
Mężczyzna nie reagował na żadne słowa ani bodźce. Funkcjonariusze musieli działać natychmiast, by nie dopuścić do tragedii. Zastosowali blokadę głowy i kończyn, ale napastnik wykazywał nadludzką siłę. Sytuacja była na tyle poważna, że na miejsce wezwano pogotowie oraz dwa dodatkowe patrole Straży Miejskiej.
Przez długie minuty kilku funkcjonariuszy wspólnymi siłami trzymało mężczyznę, by ten nie zrobił sobie krzywdy. Jego agresja była niekontrolowana i nieprzewidywalna. Sytuację udało się opanować dopiero wtedy, gdy ratownicy medyczni podali agresywnemu mężczyźnie silny środek uspokajający. Nawet wtedy transport do karetki był trudny, ratownicy poprosili mundurowych o pomoc w przeniesieniu pacjenta.
Ostatecznie młody człowiek trafił do szpitala. Ze względu na jego stan i agresywne zachowanie, w karetce towarzyszyła mu asysta policji. Wszystko wskazuje na to, że przyczyną tego dramatu były silne środki psychoaktywne.







Napisz komentarz
Komentarze