Do tej nietypowej i niebezpiecznej interwencji doszło późnym wieczorem, 3 maja. Strażnicy z VI Oddziału Terenowego patrolowali okolice ulicy Światowida, gdy ich uwagę przykuł ruch w przydrożnym rowie. Kiedy funkcjonariusze podeszli bliżej, zobaczyli przerażający widok. W rowie leżał rozebrany do połowy mężczyzna w wieku około 30 lat. Jego zachowanie było całkowicie nieprzewidywalne: wstawał i gwałtownie rzucał się na ziemię, szarpał własne ubranie i tarzał się w piachu oraz z całym impetem uderzał własnym ciałem w ogrodzenie pobliskiej budowy. Widząc, że mężczyzna nie panuje nad sobą i w każdej chwili może zrobić sobie krzywdę, strażnicy natychmiast wezwali pogotowie i zabezpieczyli teren.
Próby uspokojenia mężczyzny i nawiązania z nim logicznego kontaktu zakończyły się fiaskiem. 30-latek zaczął bełkotać w wymyślonym, zrozumiałym tylko dla siebie języku. Funkcjonariusze musieli go pilnować do momentu przyjazdu karetki, by nie wybiegł na jezdnię lub ponownie nie uderzył w płot.
Wszystko wskazuje na to, że przyczyną tego irracjonalnego ataku było przedawkowanie substancji psychoaktywnych (tzw. dopalaczy lub narkotyków). Agresja na przemian z apatią oraz brak kontaktu ze światem to typowe objawy silnego zatrucia organizmu. Mężczyzna został przetransportowany przez ratowników medycznych do szpitala.







Napisz komentarz
Komentarze