Do zatrzymania nietypowego pojazdu doszło w środę (15 kwietnia) przed południem. Patrol drogówki zauważył ogromnego "monster trucka" poruszającego się w samym sercu stolicy. Choć gabaryty auta robiły wrażenie, to dokumenty kierowcy okazały się jego największym problemem.
Kierowca pokazał policjantom zezwolenie na przejazd pojazdu nienormatywnego, jednak mundurowi szybko wyłapali oszustwo. Numer VIN wybity na aucie był zupełnie inny niż ten wpisany w dokumencie. W praktyce oznacza to, że kierowca poruszał się po mieście bez żadnego ważnego pozwolenia. To jednak nie był koniec kłopotów. Okazało się, że polisa OC również nie obejmowała tego konkretnego pojazdu. Dodatkowo z mostu napędowego maszyny wyciekał olej.
Policja w swoim komunikacie wyraźnie odniosła się do internetowych wpisów, jakoby auto odholowano z powodu "dwóch kropli oleju". Służby podkreślają, że głównym powodem usunięcia pojazdu z drogi był brak ważnego zezwolenia (niezgodność numerów VIN) i brak właściwego ubezpieczenia OC.
Finał tej historii jest kosztowny. Kierujący otrzymał mandat, a gigantyczny Dodge został zabrany przez holownik. Sprawa trafi teraz do Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, co wiąże się z bardzo wysoką karą finansową za brak polisy.
Policjanci przypominają, że monster trucki, aby legalnie wyjechać na ulicę, muszą posiadać zezwolenie przypisane do konkretnego egzemplarza i pełne ubezpieczenie. Niezależnie od tego, jak efektownie wygląda pojazd, na drodze publicznej musi on spełniać te same rygorystyczne normy, co każde inne auto.









Napisz komentarz
Komentarze