piątek, 17 lipca 2026 01:01
Kraków: poważne konsekwencje głupiego żartu

Miał lecieć do Irlandii, ale wzięło mu się na żarty i powiedział, że ma bombę. Samolot wystartował bez niego

Jedno zdanie wypowiedziane podczas kontroli bezpieczeństwa wystarczyło, by na lotnisku Kraków-Balice uruchomiono procedury związane z potencjalnym zagrożeniem. Pasażer lecący do Irlandii stwierdził, że w jego zegarku znajduje się bomba. Ostatecznie został ukarany mandatem i wycofany z rejsu.
Miał lecieć do Irlandii, ale wzięło mu się na żarty i powiedział, że ma bombę. Samolot wystartował bez niego

Autor: Ilustracja

Do zdarzenia doszło 15 lipca przed planowanym odlotem samolotu do Dublina. Jak informuje Straż Graniczna, w trakcie kontroli bezpieczeństwa jeden z pasażerów przekazał pracownikowi Służby Ochrony Lotniska, że w zegarku ma „bombę”.

Słowa mężczyzny potraktowano jako informację o możliwym zagrożeniu. O zdarzeniu natychmiast powiadomiono funkcjonariuszy z Placówki Straży Granicznej w Krakowie-Balicach.

Podróżny tłumaczył później, że był to jedynie nieprzemyślany żart. Przeprosiny nie zakończyły jednak interwencji. Funkcjonariusze ponownie skontrolowali mężczyznę oraz jego bagaż. Nie znaleźli żadnych niebezpiecznych przedmiotów.

Za naruszenie przepisów ustawy Prawo lotnicze pasażer został ukarany mandatem. Dodatkową konsekwencję wyciągnął przewoźnik, który zdecydował o niedopuszczeniu mężczyzny do lotu.

W efekcie podróżny nie odleciał z Krakowa do Dublina.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze