Scenariusz zawsze był podobny: alkohol, agresja i rynsztokowe słownictwo. 30-latek nie znał pojęcia empatii. Swoją matkę wielokrotnie znieważał obelżywymi słowami, które nigdy nie powinny paść z ust dziecka. Gdy wyzwiska mu nie wystarczały, przechodził do czynów. Podczas jednego z ataków matka mężczyzny doznała obrażeń ciała, syn nie zawahał się podnieść ręki na kobietę, która wymagała opieki i pomocy. Sprawca działał z pełną świadomością, że jego rodzice, ze względu na wiek i stan zdrowia, nie są w stanie mu się przeciwstawić.
Bezczelność 30-latka nie miała granic. Wcześniej prokuratura nałożyła na niego nakaz opuszczenia mieszkania i surowy zakaz kontaktowania się z ofiarami. Agresor miał te decyzje za nic. Wracał do domu, by dalej terroryzować rodziców, pokazując całkowitą pogardę dla organów ścigania. Równie lekceważąco podchodził do bezpieczeństwa innych osób na drodze, mimo sądowego zakazu prowadzenia pojazdów, regularnie siadał za kółko, czując się całkowicie bezkarnym.
Kres tej brutalnej historii położyli sami rodzice. Gdy ich wytrzymałość się skończyła, powiedzieli „dość” i wezwali policję. Kryminalni z Nowego Tomyśla błyskawicznie zebrali dowody, które nie pozostawiły sądowi wyboru. 30 stycznia br. mężczyzna usłyszał aż siedem zarzutów, w tym za długotrwałe znęcanie się fizyczne i psychiczne nad osobami nieporadnymi, uszkodzenie ciała, groźby karalne, wielokrotne znieważanie matki i notoryczne łamanie zakazów sądowych.
Decyzją sądu agresor został aresztowany na 3 miesiące. To jednak tylko przedsmak kary, bo za kratami może spędzić nawet 8 lat. Policjanci podkreślają, że zatrzymany nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, dlaczego katował własnych rodziców.







Napisz komentarz
Komentarze