W miniony czwartek, tuż przed godziną 17:00, do bartoszyckiej komendy zgłosił się listonosz. Mężczyzna był już po pracy, ale jedna sytuacja z trasy nie dawała mu spokoju. Pokazał funkcjonariuszom zdjęcie przedmiotu, który dostrzegł na ganku jednego z domów. Choć nie był ekspertem, intuicja podpowiadała mu, że ma do czynienia z niewybuchem. Policjanci natychmiast udali się pod wskazany adres. Na miejscu potwierdzili czarny scenariusz: na ganku faktycznie znajdował się pocisk moździerzowy z zapalnikiem czasowym.
Właścicielem nietypowego przedmiotu okazał się 47-letni mieszkaniec Bartoszyc. Mężczyzna przyznał, że pocisk znalazł jesienią w lesie podczas grzybobrania. Zamiast wezwać służby, postanowił zabrać go do domu. Historia "restauracji" pocisku budzi grozę. 47-latek najpierw trzymał go na półce pod telewizorem, a później przeniósł na ganek. Miał ambitny plan: chciał go wyczyścić i pomalować, aby służył jako stała dekoracja mieszkania. Nie zdawał sobie sprawy, że każda próba manipulacji przy zapalniku mogła doprowadzić do eksplozji.
Na miejsce wezwano policyjnych pirotechników oraz kontrterrorystów, którzy zabezpieczyli i wywieźli pocisk. Eksperci ocenili, że choć ewakuacja sąsiadów nie była konieczna, to nieostrożne obchodzenie się z tym konkretnym modelem, zwłaszcza próby jego "odrestaurowania" stanowiły realne zagrożenie. Teraz kluczowe dla losów 43-latka będą badania balistyczne. Jeśli biegli potwierdzą, że pocisk posiadał właściwości bojowe i był zdolny do wybuchu, mężczyzna usłyszy zarzuty. Polskie prawo jest w tej kwestii surowe, za nielegalne posiadanie przyrządów wybuchowych grozi kara nawet do 8 lat pozbawienia wolności.







Napisz komentarz
Komentarze