Do mrożącego krew w żyłach zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę (7/8 lutego). Grupa przechodniów wracająca do domu zauważyła na ul. Chopina wrak BMW, z którego wydobywały się kłęby dymu. Ludzie ruszyli na pomoc, obawiając się najgorszego. Okazało się, że 29-letni kierowca stracił panowanie nad rozpędzoną maszyną. Zanim pojazd zatrzymał się na drzewie, BMW z impetem ścięło dwa znaki drogowe oraz betonowy śmietnik. O ile kierowcy nic poważnego się nie stało, o tyle jego 35-letni pasażer miał mniej szczęścia, z obrażeniami ciała został przetransportowany do szpitala przez wezwane na miejsce służby medyczne.
Policjanci, którzy przyjechali na interwencję, od razu wyczuli od 29-letniego obywatela Ukrainy woń alkoholu. Badanie alkomatem tylko potwierdziło przypuszczenia mundurowych, urządzenie wskazało ponad 2 promile. Mężczyzna wykazał się jednak wyjątkową tupetem. Mimo kompletnie zniszczonego auta i rannego kolegi, początkowo szedł w zaparte i twierdził, że to nie on siedział za kółkiem. „Amnezja” nie trwała jednak długo. Skrupulatna praca policjantów na miejscu zdarzenia i zebrane dowody pozwoliły na błyskawiczne przedstawienie mu zarzutów.
Mundurowi na miejscu zatrzymali obywatelowi Ukrainy prawo jazdy. Za jazdę na podwójnym gazie i spowodowanie niebezpiecznej kolizji grozi mu teraz do 3 lat pozbawienia wolności, wysoka grzywna oraz wieloletni zakaz prowadzenia pojazdów na terenie Polski.







Napisz komentarz
Komentarze