Do tych dramatycznych wydarzeń doszło 11 lutego 2026 roku. Bełchatowianka, przechodząc obok kontenera na elektrośmieci, zamarła, gdy z wnętrza wielkiego pojemnika na zużyty sprzęt dobiegły ją rozpaczliwe odgłosy. Natychmiast zaalarmowała Straż Miejską. Funkcjonariusze, po otwarciu pojemnika, dokonali makabrycznego odkrycia, wśród kabli i niedziałających urządzeń leżał przerażony szczeniak. Gdyby nie szybka reakcja, piesek prawdopodobnie udusiłby się lub zmarł z wycieńczenia w ciemnym wnętrzu.
Uratowany czworonóg trafił pod troskliwą opiekę lokalnego schroniska, ale na tym sprawa się nie zakończyła. Do akcji wkroczyli bełchatowscy kryminalni, dla których znalezienie sprawcy tego barbarzyństwa stało się punktem honoru. Dzięki intensywnej pracy operacyjnej i błyskawicznemu zbieraniu informacji, policjanci szybko wytypowali podejrzaną. Okazała się nią 46-letnia mieszkanka miasta.
Kobieta została zatrzymana i doprowadzona na przesłuchanie. Usłyszała już prokuratorski zarzut znęcania się nad zwierzęciem ze szczególnym okrucieństwem, za co polskie prawo przewiduje karę do 3 lat pozbawienia wolności. Śledczy badają teraz motywy jej działania, choć trudno znaleźć jakiekolwiek wytłumaczenie dla tak nieludzkiego czynu. Ta sprawa to kolejny dowód na to, że nie ma przyzwolenia na bestialstwo wobec najsłabszych, a dzięki odwadze przechodniów, kaci zwierząt nie mogą czuć się bezkarni.


Fot. Straż Miejska w Bełchatowie







Napisz komentarz
Komentarze