Do zdarzenia doszło na ulicy Żyrardowskiej w Sochaczewie, gdzie policjanci z lokalnego wydziału ruchu drogowego prowadzili rutynową kontrolę prędkości. W pewnym momencie laserowy miernik wskazał niewiarygodny wynik. Nadjeżdżający Volkswagen pędził aż 144 km/h, mimo że znajdował się w obszarze zabudowanym, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h.
Podczas kontroli policjanci przecierali oczy ze zdumienia. Na fotelu pasażera siedział mężczyzna z otwartym laptopem podłączonym do gniazda diagnostycznego pojazdu. Kierowca z rozbrojoną szczerością wyjaśnił, że samochód ma usterkę, a on właśnie przeprowadza testy techniczne w warunkach drogowych, aby zdiagnozować problem.
Funkcjonariusze szybko uświadomili kierowcy, że miejska ulica to nie tor testowy, a diagnostykę silnika należy przeprowadzać w warsztacie lub na hamowni, a nie niemal trzykrotnie przekraczając dozwoloną prędkość w mieście. Policyjna "diagnoza" dla kierowcy Volkswagena była krótka i bolesna. Zatrzymano mu prawo jazdy na okres 3 miesięcy, na jego konto trafiło 15 punktów karnych, a także został ukarany wysokim mandatem.
Policjanci przypominają, że przy prędkości blisko 150 km/h w obszarze zabudowanym kierowca nie ma żadnych szans na reakcję w przypadku pojawienia się przeszkody lub pieszego. Droga hamowania przy takiej prędkości jest kilkukrotnie dłuższa niż przy przepisowych 50 km/h, a ewentualne zderzenie dla osoby postronnej zawsze kończy się tragicznie.







Napisz komentarz
Komentarze