Wszystko zaczęło się od czujności jednego funkcjonariusza pionu kryminalnego, który niedzielny poranek spędzał aktywnie, jeżdżąc wyczynowo na rowerze. To właśnie on, przemierzając okolice Zalewu Mietkowskiego, zauważył podejrzane zgrupowanie młodych mężczyzn. Doświadczenie podpowiedziało mu, że nie jest to zwykły piknik, lecz przygotowania do tzw. „ustawki”. Na miejsce natychmiast skierowano liczne siły policji. Gdy radiowozy wjechały za nasyp w tereny leśne, oczom mundurowych ukazał się niecodzienny widok. 83 mężczyzn w sportowych strojach prowadziło intensywną rozgrzewkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ich ekwipunek: owijki na ręce, profesjonalne rękawice do sztuk walki, ochraniacze na szczęki oraz kominiarki. Większość z nich posiadała odzież z emblematami jednego z wrocławskich klubów piłkarskich. Na leśnym parkingu doliczono się 18 samochodów.
Zaskoczeni wizytą policji pseudokibice wykazali się niezwykłą, choć mało wiarygodną wyobraźnią. Gdy funkcjonariusze zapytali o cel zgromadzenia w głębi lasu, odpowiedzi były co najmniej zaskakujące: część twierdziła, że przyjechała nad zalew morsować (mimo braku ręczników, a posiadania owijek bokserskich), inni przekonywali, że są tu na rybach, a jeszcze kolejni uparcie twierdzili, że wybrali się na grzyby (choć w marcu o dorodne okazy trudno, a ochraniacz na zęby rzadko przydaje się w koszyku).
Policyjne ustalenia nie pozostawiają złudzeń – grupa „sportowców” planowała zasadzkę na kibiców z Wałbrzycha i Świdnicy, którzy mieli przejeżdżać tą trasą na mecz w województwie śląskim. Dzięki interwencji policjanta-rowerzysty nie doszło do konfrontacji, w której według szacunków mogło wziąć udział nawet 200 osób. Ostatecznie oba zwaśnione środowiska zostały objęte nadzorem prewencyjnym, a planowana „leśna olimpiada” zakończyła się jedynie legitymowaniem i udaremnieniem napaści.












Napisz komentarz
Komentarze