Wszystko zaczęło się w piątek po północy na ul. Lubartowskiej. 20-letni mężczyzna wraz z kolegą przechodzili przez oznakowane przejście dla pieszych, gdy nagle prosto w nich wymierzyła rozpędzona mazda. Kierująca autem ledwo wyhamowała, niemal potrącając pieszych. Piesi nie pozostali dłużni. 20-latek podbiegł do auta i błyskawicznie odebrał kobiecie kluczyki, uniemożliwiając jej dalszą jazdę. Gdy na miejsce przyjechali wezwani policjanci, przecierali oczy ze zdumienia. Okazało się, że bohaterski zgłaszający to ich „stary znajomy” z tej samej nocy.
Zaledwie kilka godzin wcześniej ten sam 20-latek został ukarany mandatem w wysokości 2500 złotych za jazdę rowerem pod wpływem alkoholu. Jak sam przyznał w rozmowie z mundurowymi, ujęcie pijanej kierującej miało być formą „rehabilitacji” za jego własny błąd. Niestety, przewinienie 37-latki z gminy Parczew było znacznie cięższej wagi. Kobieta bełkotała i nie potrafiła logicznie odpowiedzieć na żadne pytanie. Szok nastąpił, gdy policjanci zajrzeli do wnętrza mazdy, na siedzeniach znajdowała się trójka nieletnich dzieci. Maluchy natychmiast przekazano pod opiekę krewnych, a ich matka trafiła na komendę. Badanie alkomatem wykazało u niej blisko 2,5 promila alkoholu.
Konsekwencje dla 37-latki są surowe. Policjanci nie tylko zatrzymali jej prawo jazdy, ale dokonali również tymczasowego zajęcia samochodu. Kobieta odpowie za jazdę w stanie nietrzeźwości oraz narażenie dzieci na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Grozi jej kara do 5 lat pozbawienia wolności. Z kolei 20-letni „pogromca pijaków” mimo mandatu za rower, z pewnością zapamięta tę noc jako czas wyjątkowej obywatelskiej postawy.








Napisz komentarz
Komentarze