Wszystko zaczęło się w połowie kwietnia. Z samochodów jednej z wałbrzyskich korporacji taksówkarskich zniknęły cztery lampy służące do oznakowania pojazdów. Właściciel oszacował straty na 1200 złotych. Sprawą zajęli się kryminalni z wałbrzyskiej „jedynki”. Policjanci szybko ustalili tożsamość sprawcy. 63-letni mieszkaniec Wałbrzycha został namierzony i zatrzymany 4 maja na terenie Chwaliszowa. Podczas przesłuchania mężczyzna przyznał się do kradzieży, twierdząc, że skradzione lampy sprzedał przypadkowym osobom. Jak się jednak okazało, kradzież była tylko wierzchołkiem góry lodowej.
W toku śledztwa wyszło na jaw, że ten sam 63-latek od dłuższego czasu zatruwał życie innemu mieszkańcowi Wałbrzycha. W ciągu zaledwie dziesięciu dni kwietnia podejrzany bombardował 38-latka telefonami i wiadomościami SMS. Treść wiadomości była przerażająca, starszy mężczyzna groził młodszemu pozbawieniem życia i próbował go zastraszyć. Śledczy ustalili, że powodem tej agresji był konflikt zawodowy i brutalna walka o rynek.
7 maja prokurator przedstawił 63-latkowi zarzut uporczywego nękania (stalkingu) oraz kradzieży. Ze względu na realne obawy, że mężczyzna może spełnić swoje groźby, sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zastosował tymczasowy areszt na okres jednego miesiąca. Za kradzież oraz stalking połączony z groźbami karalnymi wałbrzyszaninowi grozi teraz nawet 8 lat więzienia. Policja podkreśla: w świecie biznesu nie ma miejsca na bandyckie metody rozwiązywania konfliktów.







Napisz komentarz
Komentarze