niedziela, 15 lutego 2026 21:03

Wyszedł z pracy i nie wrócił. Ukradł elektronarzędzia, a potem tłumaczył, że został do tego zmuszony

Zniknięcie pracownika z firmy w gminie Borów zbiegło się w czasie z kradzieżą cennego sprzętu. Policjanci ze Strzelina namierzyli 36-latka w sąsiednim powiecie. Mężczyzna zdążył już sprzedać łup w jednym z wrocławskich lombardów.
Wyszedł z pracy i nie wrócił. Ukradł elektronarzędzia, a potem tłumaczył, że został do tego zmuszony
Policja w Strzelinie

Do kradzieży doszło na terenie jednej z firm w gminie Borów. 10 lutego policjanci zostali powiadomieni o zniknięciu elektronarzędzi, których łączną wartość oszacowano na ponad 7000 złotych. Od początku krąg podejrzeń koncentrował się na jednym z pracowników. Ustalenia śledczych wskazywały, że sprawcą jest prawdopodobnie 36-letni mężczyzna, który po ostatniej zmianie w pracy już więcej się w niej nie pojawił. Strzelińscy kryminalni natychmiast rozpoczęli poszukiwania, które wykraczały poza granice ich powiatu. Dobra praca operacyjna doprowadziła funkcjonariuszy do Łagiewnik (powiat dzierżoniowski), gdzie podejrzany został zatrzymany.

Policjanci szybko ustalili, co stało się ze skradzionymi narzędziami. 36-latek wywiózł sprzęt do Wrocławia i tam sprzedał go w lombardzie. Choć funkcjonariusze podjęli próbę odzyskania całego mienia, udało się zabezpieczyć jedynie część skradzionych elektronarzędzi. Zatrzymany mężczyzna przyznał się częściowo do zarzuconego mu czynu. Podczas przesłuchania przedstawił nietypową wersję wydarzeń, twierdził, że do kradzieży został... przymuszony.

Teraz kryminalni zweryfikują tę linię obrony. Mimo to fakt kradzieży nie ulega wątpliwości. Za kradzież cudzego mienia 36-latkowi grozi teraz kara do 5 lat pozbawienia wolności. O jego dalszym losie zadecyduje sąd.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze