sobota, 2 maja 2026 10:48

Ukradł Hondę szefowej i ruszył w trasę. 33-latek dachował, okazało się, że ma blisko 2,5 promila

To miał być krótki rajd skradzioną Hondą, a skończyło się na dachu w rowie i policyjnych zarzutach. 33-letni pracownik gospodarstwa rolnego w gminie Łobżenica wykorzystał chwilę nieuwagi właścicielki, zabrał kluczyki i odjechał. Podróż zakończył po kilku kilometrach, kompletnie pijany.
Ukradł Hondę szefowej i ruszył w trasę. 33-latek dachował, okazało się, że ma blisko 2,5 promila
KPP Piła

W sobotnie popołudnie służby ratunkowe otrzymały zgłoszenie o groźnym dachowaniu na trasie między miejscowościami Topola a Dziegciarnia. Gdy policjanci z pilskiej drogówki dotarli na miejsce, szybko stało się jasne, że przyczyną wypadku nie była awaria auta, lecz stan kierowcy. 33-letni mieszkaniec gminy Łobżenica, który siedział za kółkiem rozbitej Hondy, ledwo trzymał się na nogach. Badanie alkomatem wykazało blisko 2,5 promila alkoholu w jego organizmie. Mężczyzna z ogólnymi obrażeniami ciała został przewieziony do szpitala w Bydgoszczy, ale to był dopiero początek jego kłopotów.

Kiedy lekarze zajmowali się rannym, policjanci z Łobżenicy ustalali, skąd 33-latek miał samochód. Okazało się, że auto nie należało do niego. Mężczyzna był zatrudniony w jednym z lokalnych gospodarstw. Wykorzystał nieobecność właścicielki, odnalazł kluczyki do jej prywatnego auta i postanowił "pożyczyć" je na przejażdżkę. Daleko nie ujechał. Na prostym odcinku drogi stracił panowanie nad pojazdem, zjechał na pobocze i dachował.

Po wyjściu ze szpitala mężczyzna trafił prosto do policyjnego aresztu. Śledczy przedstawili mu zarzuty kradzieży pojazdu i prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości. Za te czyny 33-latkowi grozi teraz kara do 5 lat pozbawienia wolności. O jego dalszym losie zadecyduje sąd.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze